wtorek, 2 marca 2010

Dickie - out! (I got ramblin' on my mind)


Naprawdę chciałem regularnie pisać. Niestety, znalazłem żałosną pracę za psie pieniądze - czasem trzeba. W tej sytuacji wymyślanie bzdur, na które i tak miałem mało czasu bawiąc się w autodestrukcję, spadło daleko na piąty, szósty czy dziewiętnasty plan.

Nie ma co się martwić. Kalkuję Bukowskiego - czytaj próbuję napisać coś własnego, dłuższego. Zapewne nikomu tego nie udostępnie (kto by chciał to czytać) - ale wiedzcie, że ja nadal mam radość z pisania, nawet jeżeli nie tutaj. i nawet jeżeli lepiej czytało się Wasze wypracowania pisane w czwartej klasie podstawówki. Wam też wiele radości życzę...

...a co tam, cytując Maćka Maleńczuka: "upijcie się dzisiaj, proszę was - pozwalam wam!". 

PS. No dobra, coś tam od czasu do czasu wrzucę - ale mam naprawdę mało czasu. Piszę o tym, bo jestem to winny tym kilku osobom śledzącym mojego bloga, a ostatnio nawet zachęcających mnie do "reaktywacji" ;) Nie to, że Was olałem, po prostu - staję się powoli kolejną cegłą w murze przez tę pracę. Jednak staram się konfrontować z systemem na innych polach! :P