Jako że sesja teraz naprawdę mnie dopadła a mam przy tym ochotę wrzucić coś nowego tutaj, posłużę się starym, dobrym showbiznesowym sposobem - odświeżę kotleta. Przeglądając dzisiaj pewne forum znalazłem swój post sprzed paru miesięcy, w którym zachwycałem się "Zapaśnikiem". Powstawało to jako zwykły forumowy wpis, dlatego może nie jest to recenzja najwyższych lotów, ale nadal mam takie samo zdanie o tym dziele (o czym przypomniałem sobie podczas wczorajszej barowej dysputy o kinie). Nie wykluczam też ,że teraz będę częściej porywał się na pisanie paru zdań o różnych filmach. Ponieważ dostałem robotę w kinie i jako że zarobki są tam (jak to w kinie) mizerne, zamierzam wykorzystać przynajmniej możliwość wchodzenia za darmo na seanse... Spokojnie, emocjonalnym bankrutom i tak nie dorównam;)
-----
The Wrestler. Wiedziałem, że
film mi się spodoba lecz dłuuugo zwlekałem z obejrzeniem, bo z drugiej
strony jednak bałem się jęku zawodu. Na 'Hell Ride' też czekałem wiele miesięcy, a jak go
obejrzałem to potem miesiąc chodziłem wkurzony że mogli to tak
zepsuć...
Jednak film w 100 % spełnił moje oczekiwania. Nie jestem fanem wrestlingu (o tym za chwilę), ale mam słabość do Mickey'a. No i dostałem film praktycznie rzecz biorąc o nim samym, do tego tylko właśnie on istnieje na ekranie (panienka to w zasadzie ładny dodatek, taka tam wstążka). Bohater jest raczej standardową postacią - przynajmniej dla mnie, takich lubię oglądać, cenię takie kino, takie kreacje zawsze najbardziej mnie przyciągają. Prosty schemat z jakąś tam winą, potem chęcią odkupienia (która jednak nie staje się na szczęście siłą napędową całej fabuły) - i ta chęć odkupienia przychodzi dopiero wtedy, gdy wszystko inne się posypało, a typek został sam i tak naprawdę staje się kolejnym synem (a w zasadzie ojcem) marnotrawnym. Przedstawiona jest ludzka słabość a nie nagły przypływ dobroci i wspaniałości odmieniający bohatera. Z jednej strony stwierdzamy, że faktycznie jest dupkiem, ale z drugiej strony budzi ludzkie współczucie - być może większe współczucie, niż właśnie taki koleś który nagle bez powodu okazuje się aniołem.
Podoba mi się realizacja filmu, ta kamera podążająca za Randy'm w stylu oczywistym dla różnej maści gladiatorów wychodzących na ring. Wszystko jest tutaj dość proste, dosadne, brudne. Żadnych pięknych ujęć, robiących wrażenie krajobrazów, to też ma znaczenie i do tego nadaje tego dokumentalnego charakterku. Niby rock'n'roll, niby gwiazdor, a jednak zima, szare scenerie, ma to klimat.
Jednak film w 100 % spełnił moje oczekiwania. Nie jestem fanem wrestlingu (o tym za chwilę), ale mam słabość do Mickey'a. No i dostałem film praktycznie rzecz biorąc o nim samym, do tego tylko właśnie on istnieje na ekranie (panienka to w zasadzie ładny dodatek, taka tam wstążka). Bohater jest raczej standardową postacią - przynajmniej dla mnie, takich lubię oglądać, cenię takie kino, takie kreacje zawsze najbardziej mnie przyciągają. Prosty schemat z jakąś tam winą, potem chęcią odkupienia (która jednak nie staje się na szczęście siłą napędową całej fabuły) - i ta chęć odkupienia przychodzi dopiero wtedy, gdy wszystko inne się posypało, a typek został sam i tak naprawdę staje się kolejnym synem (a w zasadzie ojcem) marnotrawnym. Przedstawiona jest ludzka słabość a nie nagły przypływ dobroci i wspaniałości odmieniający bohatera. Z jednej strony stwierdzamy, że faktycznie jest dupkiem, ale z drugiej strony budzi ludzkie współczucie - być może większe współczucie, niż właśnie taki koleś który nagle bez powodu okazuje się aniołem.
Podoba mi się realizacja filmu, ta kamera podążająca za Randy'm w stylu oczywistym dla różnej maści gladiatorów wychodzących na ring. Wszystko jest tutaj dość proste, dosadne, brudne. Żadnych pięknych ujęć, robiących wrażenie krajobrazów, to też ma znaczenie i do tego nadaje tego dokumentalnego charakterku. Niby rock'n'roll, niby gwiazdor, a jednak zima, szare scenerie, ma to klimat.
No i co do tego wrestlingu, który to nigdy mnie nie kręcił. W końcu zwróciłem uwagę na jakąś swego rodzaju poetyckość tych "tlenionych włosów, zielonych gaci i olejków do ciała"! Oni poświęcają się, tworząc prawdziwy show - istnieje teatr, istnieje muzyka rockowa i istnieje wrestling - oczywiście grzechem byłoby stawianie tych form na równi, ale wszystko dąży w podobną stronę. Nadal nie widzę w tym sportu, ale na pewno styl życia i sens, w filmie zostało to dobrze przedstawione (albo tylko ja po prostu tak to odczytuję, a producenci sponsorowani przez wrestlingowe federacje mnie skutecznie omamili!) - moi kumple oglądający walki w tv i próbujący mnie przekonać o ich świetności byli bardziej nieudolni w zachwalaniu tematu...








