niedziela, 20 grudnia 2009

Dick's back in town! (pt. II)

Niby to co chciałem przekazać mógłbym umieścić na wstępie kolejnej, bardziej konkretnej notki - jednak i tak zazwyczaj przesadzam z dygresjami. Można by rzec, iż jest to druga część pierwszej notki (jakby sugerował tytuł) - tyle, że tam, rzecz jasna, także mi nie wyszło i zamiast wstępniaka dostaliście moje narzekania na 15-letnie fanki Quentina Tarantino. Zaznaczam więc, że to co piszę teraz to druga część wstępniaka a nie narzekań (zresztą, kto wie).

Dziwnie mi się pisze mając świadomość, że ilość czytających mnie osób można pewnie pokazać na palcu jednej ręki - ale co tam.

No właśnie. O tym chciałem napisać. Może zacznę od dygresji!

Ostatnio będąc na Nowym Świecie 69 (miejsce, gdzie teoretycznie pobieram nauki - i to wszystko na koszt państwa), gwizdnąłem obrzydliwie z piętra poniżej (instytut dziennikarstwa - tam gdzie skręcają te wszystkie fajne panienki, za którymi idąc po schodach masz nadzieję iż jednak pójdą piętro wyżej i okażą się twoimi nowymi koleżankami z roku) ichniejsze (instytutu dziennikarstwa) warsztatowe pismo, zatytułowane "PDF". Nie był to pierwszy taki przypadek, bo to dobra lektura na wykłady (w sumie, na wykłady każda jest dobra). Ale zaraz! Przecież ja już od dawna nie chodzę na wykłady! Otóż tym razem zainteresowała mnie okładka periodykum przyozdobiona anonimowym łysym czerepem, klawiaturą PC we krwi, jakimś htmlowym bełkotem i napisem "BLOGosławeni". Sięgnąłem po czasopismo ponieważ zwyczajnie zaciekawiło mnie co mogą sądzić pisujące tam osoby o blogowaniu. Blogowaniu niekiedy dumnie zwanym "dziennikarstwem internetowym" (jak dotąd sądziłem - chyba tylko przez samych bloggerów).

Prawda jest taka, że tamtego dnia ostatecznie skończyłem w Indeksie i do tej pory przeczytałem tylko wstęp do numeru. Już na wstępie jednak sam redaktor naczelny nazywa blogi "zjawiskiem, które trudno ignorować". Pisze "Dzisiaj wystarczy założyć blog. I już jest się autorem, redaktorem i wydawcą w jednym". Ogólnie ukazuje zalety takiej formy publikowania swoich wypocin, zaznaczając także pewne jej słabości czy różnice między byciem tzw. "blogerem" a byciem choćby dziennikarzem informacyjnym. Ot, wstęp z krwi i kości. Wystarczył jednak, żebym sam zastanowił się nad tym dlaczego sam dołączam do społeczności "blogerów". I tu kolejna dygresja - nie cierpię słowa blog. Ktoś kiedyś napisał (już wiem - to był Yader, którego przy okazji polecam do poczytania), że to słowo brzmi jak onomatopeja rzygania. Ma to zresztą jak najbardziej sens w odniesieniu do treści wielu blogów, w tym i mojego.

Dlaczego piszę? Piszę, bo lubię - banalne ale prawdziwe. Teoretycznie piszę dla siebie. Zwykle mam jednak problem z tym o czym pisać, dlatego też między innymi moje poprzednie próby prowadzenia podobnych dzienników internetowych kończyły się jeszcze szybciej niż zaczynały. Problemem było zwykle to, że z góry narzucałem sobie jakiś temat - miał być blog polityczny, miał być blog o muzyce... Na przykładzie tego drugiego - potem myślałem sobie, że kim właściwie jestem aby oceniać pracę innych ludzi i przestawałem pisać. Jeżeli nie miałbym tej ograniczającej ramy, zacząłbym pisać o czym innym, a potem po kolejnej zmianie zdania mógłbym wrócić do wrzucania moich zgniłych recenzji. To chyba lepsze wyjście. Ponownie zacytuję redaktora naczelnego "PDF" Zbigniewa Żbikowskiego:

"Internet wszystko łyknie, blog wszystko pomieści. W epoce fusion, kiedy wszystko z wszystkim można pomieszać i wspólnie podać (...) nie trzeba nawet dbać o czystość gatunkową. Można pisać, co w duszy gra, łącząc news z felietonem, artykuł publicystyczny z reportażem, recenzję z wywiadem."

Czas powrócić do tego niepokojącego, niby mimochodem wstawionego słówka "teoretycznie" z początku poprzedniego mojego akapitu. Bo owszem, mogę pisać dla siebie - o tym co lubię i w takiej formie jak lubię. Niech będzie eklektycznie. Spójrzmy jednak prawdzie w oczy - jestem próżny. Chciałbym wiedzieć, że ktoś to czyta, chciałbym aby się podobało - a ciężko będzie mi zdobyć stałe grono czytelników pisząc za każdym razem notkę z innej bajki.

Dlatego gdy przeczytacie trzecią z rzędu notkę, w której będę popisywał się moją wiedzą na temat nowych odkryć w kwestii ekologicznych źródeł energii czy promował wegetarianizm - nie poddawajcie się, może czwarta z kolei będzie o tym co ma sens. Nie szczędźcie też klawiatury i piszcie pod notkami o tym co jest do niczego, a co ok! Tak naprawdę i tak pewnie nie wezmę Waszego zdania pod uwagę - ale będę wiedział, że to co piszę jest czytane i wywołuje jakiekolwiek reakcje, więc moja próżność zostanie zaspokojona. Cel osiągnięty. Pozdrawiam i do usłyszenia/poczytania/porzygania!

8 komentarzy:

  1. "z piętra poniżej (instytut dziennikarstwa - tam gdzie skręcają te wszystkie fajne panienki, za którymi idąc po schodach masz nadzieję iż jednak pójdą piętro wyżej i okażą się twoimi nowymi koleżankami z roku) " -- oj, jakże trafnie to ująłeś... :D

    Co do profesjonalizmu i stylu bloggerów i tego, że Internet wszystko łyknie -- wiele gazet i czasopism udowodniło już, że one też! ;-) W sumie ciekaw jestem tego, jak bardzo brak profesjonalizmu "dziennikarzy internetowych" wpływa na profesjonalizm tych "prawdziwych" dziennikarzy... Abstrahując już od tego, że prawda jest taka, że tak samo łatwo możemy znaleźć świetnego internetowego, jak i beznadziejnego "prawdziwego". A byłbym nawet na tyle zuchwały, żeby powiedzieć, że zapaleniec/znawca z jakiejś dziedziny będzie pisał rzetelniejsze teksty na swoim blogu, niż dziennikarze napiszą w gazetach. Nie patrząc daleko choćby tacy blogujący bibliotekrze wiedzą więcej o tym, co piszą niż piszące o nich pismaki; podobnie jest z innymi dziedzinami/zawodami.

    Ile razy już czytałem jakiś artykuł na temat, o którym miałem spore pojęcie i jak rażące błędy znajdowałem... a jakoś nie chce mi się wierzyć, że akurat w innych dziedzinach jest dużo lepiej. Także profesjonalizm instytucji profesjonalizmem, ale błędy rzeczowe w artykułach periodyków czy ortografy w nagłówkach niusów *profesjonalnych* serwsiów niusowych to już swoją drogą (a w takim tvn24 to swego czasu była norma -- teraz nie wiem, bo przestałem czytać, jak stwierdziłem, że mają czytelników w d...).

    Myślę, że to już jest problem ogólny (w sensie, że i na blogach, i w branży dziennikarskiej) -- Polacy piszą coraz gorzej, a prestiż profesjonalnych mediów spada -- moim zdaniem między innymi właśnie dlatego, że coraz mniej zwracają uwagę na rzetelność tego, co publikują. Bo ludzie i tak wszystko łykną jak się na czymś nie znają. Pomijając sytuację, w której dziennikarz pisze na temat, o którym nie ma pojęcia.

    Dlatego też alternatywę widzę w czasopismach naukowych, bo choć trudniej się czyta i czasem trafią się jakieś kwiatki, to jednak są recenzowane i ktoś dba o to, co się w nich znajduje (pomijając masę innych minusów jak np. czasem opóźnienie w publikacji czy to, że czytasz tylko te z dziedzin, które Cię interesują, zamykając się przed innymi) -- no ale to też zastąpić może artykuły (i to też nie wszystkie), a nie bieżące niusy.

    PS. Żółte litery na czarnym tle to ZŁO! ;-))

    OdpowiedzUsuń
  2. Yeah, jaki komentarz, jestem zaszczycony! Cała moja notka to raczej miał być tylko taki niewinny wstępniak o czym co będę pisał, ale cieszę się, że pozostawia pole do głębszej dyskusji o kondycji dziennikarstwa jako takiego - bo nad ową kondycją osobiście ubolewam (a na dziennikarstwo to bym się pewnie w życiu nie dostał, bo jestem głupi, leniwy i nie umiem napisać matury:P)

    Masz rację. Tutaj nawiążę trochę do swojej poprzedniej notki - tam też pisałem o braku profesjonalizmu. Akurat tam chodziło o maleńką formę, w zasadzie nie wiem czy użycie terminu "formę literacką" będzie na miejscu (chociaż ja akurat w gimnazjum uczyłem się na lekcjach j. polskiego pisać OGŁOSZENIE). Pracodawca obecnie w większości przypadków nie wie, że należy ogłoszenie odpowiednio sformułować, zawrzeć elementy przydatne zainteresowanemu, pisać PO POLSKU (choćby z szacunku dla czytającego). No ale racja - osoba szukająca pracy i tak wszystko łyknie..

    To samo jest z dziennikarzami. Nie mówię nawet o najpopularniejszy portalach internetowych (wp, onet) - bo to co tam się dzieje to jest groza. Już nawet nie chodzi o to, że to typowe brukowce z mającymi przyciągnąć uwagę, niezwiązanymi z treścią niusa nagłówkami itd., tylko o fatalny język i błąd na błędzie w wielu artykułach. Oni na pewno nie są lepsi od bloggerów. No ale piszę o nich, bo to niby są "profesjonalne media", a przynajmniej tak powinno być. Chociaż w tym kraju nadal nie wszyscy traktują Internet na poważnie.

    O prasie i czasopismach już napisałeś, więc nie będę powtarzał Twoich słów.

    Natomiast jeszcze co do samych blogów.. Myślę, że sam fakt tego jak PDF wyróżnia to zjawisko robiąc z niego temat numeru pokazuje, że dziennikarze raczej nie chcą być wrzucani do jednego worka z blogerami. Ci drudzy częściowo sami są sobie winni - bo blogi są najróżniejsze. Blogerem może być naukowiec piszący super ciekawe rzeczy o chemicznych nowinkach i swoją erudycją bijąc na głowę jakiegoś tam piszącego o niczym dziennikarzynę z czasopisma, ale są też blogi gorsze - bo publikować może każdy, co mu tylko przyjdzie do głowy. Ja np. pisząc na blogu na pewno nie mogę się równać z dziennikarzem informacyjnym - mogę co najwyżej komentować, recenzować. Taki dziennikarz samemu biega na miejsce wydarzenia, to on zdobywa informacje, a nie tylko przetwarza. Ale prawda jest taka, że taka osoba też może założyć bloga.. I to będzie blog czy serwis informacyjny? A z kolei osoba robiąca mniej więcej to co taki przykładowy ja na blogu - pisząca jakieś felietony, komentarze, przelewająca na papier swoje przemyślenia. Jest dziennikarzem, czy bloguje na łamach prasy? Moim zdaniem to temat warty przemyślenia, bo w pewnych momentach granice się zacierają i jedyną różnicą między jakimś blogiem a jakimś czasopismem może być sposób "wydania", format no i nazwa.. Zresztą niech świadczy o tym fakt, że już tylu szanowanych publicystów, oprócz pisania na łamach różnych magazynów, posiada także swoje blogi.

    Z tego wszystkiego chyba jednak zagłębie się w to, co tam powypisywali w tym PDF'ie.


    A żółte literki niezwykle mi się podobają! :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Jako, że w niedzielę uprawiam 100% chill-ou, trudno napisać mi coś ambitnego. Niemniej jednak przeczytałem wszystkie dotychczasowe wpisy, a samego bloga mam w zakładkach. Nie jest źle. ; )

    Pozdrówka.
    Kapr

    OdpowiedzUsuń
  4. co do dygresji, to ostatnio mam z nimi wiele do czynienia i nie wiem czemu wszyscy za nie przepraszają, wygłaszając poglądy o wielkiej ich szkodliwości. kiedy to właśnie dygresje są najciekawsze.

    pozdrawiam
    dygresjofil

    OdpowiedzUsuń
  5. Ej, ale jak się zbliżyć do monitora, to te żółte literki są białe! :D
    Oczopląs w każdym razie...

    OdpowiedzUsuń
  6. żółte literki na czarnym tle daje się na stronach dla niedowidzących :F jeśli rażą to może wina źle skalibrowanego monitora? :E

    OdpowiedzUsuń
  7. mnie też bolą te żółte literki;P

    Pewnie, że czytam Twoje notki Macku. Powiem nawet - "pisz częściej"!;) Jak pewnie wiesz sam zacząłem pisac i z jednej strony robię to dla siebie, ale z drugiej - mam nadzieję, że skoro już postanowiłem umieszczac moje wypociny gdziekolwiek i popisywac się swoim ekshibicjonizmem (bo przecież nie wiedzą), to spotkam się z jakąkolwiek reakcją. Nie narzekam, bo dostałem nawet kilka miłych słów, ale to i tak mało - jako twórca jestem głodny odbioru mojej pracy:D

    OdpowiedzUsuń
  8. Cóż ja pisząc bloga mogę pisać o swoich problemach i tym co mnie dotyczy, o swoim prywatnym życiu, przedstawiać ludziom swoje opinie, poglądy – pokazywać swoje spojrzenie na różne rzeczy. Lubię pisać i dzielić się tym z ludźmi, a nie zawsze z wszystkimi można porozmawiać na dany temat, zwierzyć się i przedstawić swój pogląd wymagało by to od nas dziesiątek rozmów o tym samym. Sam często pisze od rzeczy i jestem w stosunku do siebie bardzo krytyczny. Czy blog jest dziennikarstwem ? Nie wiem, prawdopodobnie są takie blogi, są takie których autorzy odwalają kawał dobrej roboty przybliżając nam historię najnowszą, pisząc np. o zapomnianych zespołach muzycznych o tym co się dzieje aktualnie w Czeczenii o życiu w stanie duchownym. Są to naprawdę fascynujące rzeczy. Niektóre blogi są jednym źródłem informacji na dany temat. Jest to na pewno coś pożytecznego. Oczywiście nie można generalizować jest wiele blogów które poziomem i tematyką utwierdzają w opinii że świat się kończy i ze ludzie są zepsuci i nienormalni ale wszystko nas w tym utwierdza. Myślę że już dla jednej osoby warto pisać, a jeżeli będzie się dobrze pisało, ciekawie i odpowiednio dłużej grono czytelników się poszerzy. Najlepiej pisze się dla swoich, ale blog ma taką formę że każdy może go przeczytać – jest to ciekawe i dobre bo tworzą się dzięki temu czasami przyjaźnie lub nowe znajomości. Reasumując warto pisać i dzielić się tym z ludźmi.

    OdpowiedzUsuń